Moto bloger

Blog o samochodach dla kierowców i nie tylko

Moje samochody – Honda Jazz

Kwiecień 20, 2012 Autor: Moto bloger Kategoria: honda, moje samochody

W grudniu 2005 roku zaszaleliśmy z żoną i kupiliśmy sobie na gwiazdkę nową Hondę Jazz w wersji SX-cool. Silnik o pojemności 1.2 i mocy 78 KM, a w wyposażeniu klimatyzacja manualna, wspomaganie kierownicy, elektryczne szyby z przodu, elektrycznie regulowane i podgrzewane lusterka oraz fabryczne radio z CD. Auto wyprodukowano w Japonii. Po przesiadce z Tico to był full wypas i niesamowity komfort.

http://www.flickr.com/photos/autohistorian/5841028641/sizes/m/in/photostream/

Ten mały samochód, który należy do segmentu B (tak jak Punto, Yaris czy Clio) został genialnie zaprojektowany. Zbiornik paliwa znalazł się pod siedzeniami kierowcy i pasażera. Dzięki temu auto oferuje dużo miejsca zarówno z przodu jak i z tyłu. Opracowany przez japończyków system magic seats umożliwia bardzo łatwe składanie oparć i siedziska tylnej kanapy. Tę ostatnią można także podnosić i w ten sposób możemy z tyłu na podłodze przewieźć np. sporą choinkę. Do tego dochodzi bardzo duży bagażnik o poj. 370l, który potrafi zawstydzić większość pojazdów z segmentu C. Sporo rzeczy można także upchnąć pod siedzeniami z tyłu. W ten sposób tym samochodem bez problemu można jeździć w cztery osoby na wakacje.

Wybierając Hondę liczyliśmy przede wszystkim na bezawaryjność, niskie spalanie i bezstresowe użytkowanie przez min. 10 lat.

Po pierwsze to rzeczywiście bezawaryjne auto, którym na razie przejechaliśmy 108 tys. km. Samochód jest regularnie serwisowany w ASO. W tym czasie w niezależnych warsztatach wymieniałem dwa razy klocki hamulcowe z przodu (fabryczne wytrzymały 60 tys. km), tylne klocki (po 80 tys. km) i ostatnio tylne tarcze z klockami. W zawieszeniu do tej pory nie było nic wymieniane. W czasie ostatniego badania technicznego diagnosta zwrócił uwagę, że w układzie klimatyzacji do wymiany jest jeden z oringów.

Części eksploatacyjne i naprawy nie są drogie np. średniej klasy tylne tarcze plus klocki hamulcowe – 360 złotych z robocizną, wymiana oringu z uzupełnieniem środka chłodniczego – 200 złotych. W zeszłym roku musiałem też wymienić akumulator i tu Honda przegrała z Tico, bo przypomnę, że tam akumulator wytrzymał aż 8 lat.

Jednak tak do końca bezstresowo z naszym Jazzem to nie było. Pod koniec 2005 roku w centralnej Polsce były bardzo duże opady śniegu. Parking przed naszym blokiem został cały zasypany i 31 grudnia z łopatą odsnieżyłem sobie 1 miejsce. W Nowy Rok pojechaliśmy na obiad do rodziców, kiedy wróciliśmy nasze miejsce było już zajęte i musiałem zaparkować blisko ściany budynku.

W tym czasie trochę się ociepliło i śnieg zaczął się szybko topić. Wiedziałem, że jest to niebezpieczne, bo samochód stał pod spadzistymi daszkami osłaniającymi balkony i jak tylko zobaczyłem z okna, że nasze miejsce jest już wolne, zszedłem na dół, żeby przeparkować auto. Kiedy podszedłem do samochodu szczęka mi opadła. Cały przód przykryty śniegiem, a pod nim wgnieciona maska, błotnik, pęknięte listwy przyszybia, pogięte wycieraczki.

Na szczęście ciężki śnieg nie uszkodził przedniej szyby i dachu. To był chrzest bojowy naszego Jazza, którego mieliśmy wtedy od 3 tygodni. Mam szczęście do spadających rzeczy. Przypomnę, że na Tico z 7 piętra wypadła kiedyś szyba.

Naprawa z ubezpieczenia AC, bo tak miało być szybciej, też nie była łatwa. Trwała bardzo długo ok. 3 tygodni, a wpływ miały na to siarczyste mrozy, które całkowicie sparaliżowały Centrum blacharsko-lakiernicze Kosicki w Łodzi.

Na szczęście po tym wydarzeniu mieliśmy kilka lat spokoju. Pomijam tu jakieś rysy, których nasz samochód ma całkiem sporo. W zeszłym roku wracając z gór, tuż przed naszym blokiem, mieliśmy bliskie spotkanie z renault laguną, które nie ustąpiło nam pierwszeństwa przejazdu. Szkody nie były duże, do naprawy i lakierowania przedni błotnik i zderzak, wszystko z OC sprawcy.

To nie Rio, to Świebodzin

A czy Jazz ma jakieś wady?

Dla mnie cztery:

  1. Wymiana żarówek z przodu to jakiś koszmar! Robi się to przez nadkole właściwie na wyczucie, bo nic nie widać. Pierwszy raz żarówka świateł mijania przepaliła się  tuż przed nocnym wyjazdem na Słowację z 1,5 roczną córką. Miałem dużo szczęścia, że udało mi się to zrobić samemu. Drugi raz nie był już tak szczęśliwy. W czasie wymiany spadła mi sprężynka, która utrzymuje żarówkę. Podjechałem do ASO opla, bo do niego miałem najbliżej. Tam mechanik przez godzinę próbował coś zrobić, ale mu się to nie udało. Wszyscy się śmiali z innowacyjnego rozwiązania japońskich projektantów. Mi do śmiechu nie było, szczególnie kiedy zadzwoniłem do ASO Hondy i okazało się, że żeby z powrotem założyć sprężynkę trzeba zdjąć przedni błotnik. Koszt 200 złotych i czas około 1,5 godziny. Od tej pory żarówki wymieniam tylko w ASO. Nie mogę zrozumieć jak można zaprojektować samochód, w którym kierowca nie może sam, bezproblemowo wymienić żarówki. A co jeśli spalą się dwie, w czasie nocnej podróży – mam dzwonić po assistance?
  2. Zbiornik wyrównawczy płynu chłodzącego jest tak umieszczony, że bez kanału lub podnośnika nie jestem  w stanie sprawdzić jego poziomu.
  3. Z tyłu karoserii na łączeniu blach błotników z dachem pojawiają się pęknięcia przez które może wnikać woda i gromadzić się w bagażniku. Problem został opisany na forum Hondy Jazz. W moim przypadku są drobne szczeliny, ale na razie woda nie przedostaje się do środka.
  4. Silnik jest trochę za słaby do tego samochodu. Na autostradzie nie ma problemów i spokojnie można podróżować sobie z prędkością 150 km/h. Jednak przy wyprzedzaniu przy prędkości powyżej 100 km/h wyraźnie brakuje mocy i czasami trzeba często redukować biegi, a silnik kręcić pod czerwone pole. Traktowany bardzo ostrożnie potrafi odwdzięczyć się naprawdę małym spalaniem. Mój rekord to 4 l na 100 km na trasie z Łodzi do Skierniewic, ale prędkość nie była wyższa niż 90 km/h. Z drugiej jednak strony w poznańskich korkach spalanie wzrasta nawet do 11-12 l, ale to jest jazda w godzinach szczytu przez samo centrum Poznania, na dystansie 2,5 km.

Nie ma jednak co narzekać, bo to naprawdę dobre i bezawaryjne auto, nieliczne wady tego nie zmienią.

Najdłuższa moja podróż tym samochodem to wyjazd do Normandii i Bretanii połączony ze zwiedzaniem Brukseli i Amsterdamu. Na dachu dwa rowery, a w środku namiot, śpiwory i pozostały sprzęt campingowy. Na całej trasie żadnych problemów.

Pewnie nasz następny samochód to też będzie Honda. Nawet powoli przymierzamy się do nowego civica, ale o tym napiszę wkrótce.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Podziel się tym wpisem ze znajomymi:
  • Facebook
  • Blip
  • Grono.net
  • Kciuk.pl
  • Twitter
  • Wykop
  • Śledzik

1 komentarze do wpisu “Moje samochody – Honda Jazz”


  1. z wymianą żarówek problem jest także w Corolli E12, coś Japończycy kręcą akurat w tym aspekcie;) A Jazz – fajne autko, dobry stosunek jakość/cena

    1


Prześlij komentarz

Why ask?