Moto bloger

Blog o samochodach dla kierowców i nie tylko

Daewoo Tico – mój następny samochód

Kwiecień 12, 2012 Autor: Moto bloger Kategoria: daewoo, moje samochody

Po ponad dwuletnim użytkowaniu Daci 1310p, w styczniu 1996 roku rozpoczęła się moja przygoda z koreańską motoryzacją. Ojciec kupił mi nowe Daewoo Tico SX. Jeśli dobrze pamiętam kosztowało 20 200 złotych. To koreańskie auto produkowano na licencji Suzuki Alto. Niewiele osób pamięta, że w 1997 roku był to najczęściej kupowany w Polsce samochód.

http://www.flickr.com/photos/joost-ijmuiden

Wtedy bardziej podobało mi się cincuecento, ale za koreańskim cudem techniki przemawiało bardziej praktyczne, pięciodrzwiowe nadwozie. Wyposażenie samochodu – 0 poduszek powietrznych, brak abs-u, klimatyzacji i wspomagania, szyby na korbki, ale za to masa własna około 650 kg.

Po kupnie nadwozie i podwozie zostało zakonserwowane w specjalistycznym zakładzie (podobnie mój ojciec robił z innymi swoimi samochodami).

Tico miałem 10 lat i w tym czasie przejechałem nim 150 tys. km. Jeździłem po Polsce, Czechach, Słowacji i na Węgrzech. Bagażnik mieścił 180 l i do dziś się zastanawiam jak udało mi się tym samochodem pojechać z moją siostrą i jej dwójką dzieci (13 i 11 lat) na dwa tygodnie nad morze.

Dla mnie ten samochód to synonim niezawodności. Tylko raz nie mogłem go odpalić, po 8 latach padł akumulator 😉

Oczywiście często różne rzeczy trzeba było wymieniać np. szybko korodował układ wydechowy, słabe były łożyska i gumowe elementy zawieszenia. Dwa czy trzy razy po zimie blokował się jakiś tłoczek hamulcowy.

Żadnych problemów nie miałem ze skrzynią biegów czy elektryką. Najlepszy z całego samochodu był trzycylindrowy silnik. Pojemność 800 cm sześciennych, moc zaledwie 41 KM, ale przy niskiej masie własnej ten samochód był naprawdę dynamiczny. Wystarczyło regularnie wymieniać olej (jeździłem na Mobil 1), świece oraz co 60 tys. km zrobić rozrząd i to tyle. Do tego naprawdę niewielkie spalanie w mieście około 6-7 l. Po 10 latach na nadwoziu prawie nie było rdzy, ale to na pewno zasługa zabezpieczenia antykorozyjnego.

Z tym samochodem miałem różne przygody. W 1997 roku w Polsce przed Wielkanocą szalała wichura, którą dość dobrze zapamiętałem. Na moje Tico z 7 piętra akademika wyleciała szyba. Efekty: do malowania dach, maska, dwa błotniki, do wymiany przednia szyba. Na dokładkę tydzień po odbiorze samochodu w tył wjechał mi maluch i Tico z powrotem do blacharza.

Najlepiej zapamiętałem jednak pewne wzniesienie na trasie z Łodzi do Brzezin. W tym miejscu była jeszcze wtedy linia przerywana, a ja w czasie deszczu zdecydowałem się wyprzedzić ciężarówkę. W połowie manewru przy prędkości około 100 km/h zobaczyłem przed sobą światła samochodu jadącego z przeciwnej strony. Wiedziałem, że nie uda mi się wyprzedzić. Gwałtownie zahamowałem i wpadłem w poślizg, obróciło mnie na drodze o 180 stopni. Cudem uniknąłem zderzenia z Audi A4.

Kiedy samochód zatrzymał się przy rowie wysiadłem i na trzęsących się nogach zacząłem oglądać mój samochód i sprawdzać czy się nie uszkodził. W takich sytuacjach człowiek działa zupełnie nieracjonalnie.

Po chwili kierowca Audi zawrócił. Do dziś pamiętam jego słowa: Lepiej uważaj, bo się zabijesz.

Kolega miał oczywiście rację. Ja po prostu tym samochodem za szybko i zbyt agresywnie jeździłem, ale wtedy miałem tylko dwadzieścia kilka lat i prawie niczym się nie przejmowałem. Jazda tym samochodem z prędkością 150 km/h wymagała sporej koncentracji i odwagi, której dziś by mi chyba brakowało.

 

http://www.flickr.com/photos/joost-ijmuiden

 

Tico miało tylko jedną poważną wadę. Nadwozie w razie wypadku nie zapewniało nawet minimalnego poziomu bezpieczeństwa. Po 10 latach samochód trafił do mojego siostrzeńca. Po roku użytkowania ktoś mu wjechał w tył z prędkością 30-40 km/h. Tico do kasacji, kierowcy na szczęście nic się nie stało.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Podziel się tym wpisem ze znajomymi:
  • Facebook
  • Blip
  • Grono.net
  • Kciuk.pl
  • Twitter
  • Wykop
  • Śledzik

3 komentarze do wpisu “Daewoo Tico – mój następny samochód”


  1. Też miałem Tico. Super autko. Z tą niezawodnością masz całkowitą rację. A silniczek potrafił zawstydzić znacznie „lepsze” auta. Zdarzył mi się również wyjazd (co prawda w dwie osoby) z rowerami, namiotami i pontonem + bagaże. I wszystko się zmieściło! Nie wiem, jakim cudem.

    P.S.
    Fajny blog 🙂
    Powodzenia!

    1
    • Moto bloger pisze:

      Dzięki.

      Też go miło wspominam. Zapomniałem dodać, że ogólnie to wyglądałem w nim dość śmiesznie, bo mam 190 cm wzrostu.
      Wtedy jednak w ogólne nie zwracałem uwagi na takie szczegóły.

      2
  2. To ja tylko w temacie Tico dodam, że wraz z kumplem kilka lat temu wzięliśmy moje Tico w podróż po stolicach europejskich. W ciągu dwóch tygodni odwiedziliśmy Berlin, Pragę, Bratysławę, Wiedeń i Budapeszt i samochód nas nie zawiódł. Musieliśmy tylko często tankować, bo w połowie wysokości baku był wyciek, a nie chcieliśmy tracić drogocennego paliwa 🙂

    3


Prześlij komentarz

Why ask?