Moto bloger

Blog o samochodach dla kierowców i nie tylko

Balaton – węgierskie morze

Sierpień 30, 2012 Autor: Moto bloger Kategoria: Balaton, fotorelacja, podróże, Węgry

W końcówce sierpnia udało nam się jeszcze pojechać na tygodniowe wakacje. Wyjazd był dość spontaniczny, a noclegi rezerwowałem kilka dni przed wyjazdem. Kryteria były proste: ma być ciepło, tanio i nie za daleko, tak żeby można było dojechać z naszymi dziećmi w jeden dzień. Wybór padł na Balaton i w ostatnią sobotę wróciliśmy z bardzo udanego wyjazdu. Przyszedł czas na krótkie podsumowanie.

Balaton w okolicach Badacsony

Nad Balatonem spędziliśmy kiedyś z żoną dwie noce w czasie podróży naszym Tico po Węgrzech. Spaliśmy na kempingu w miejscowości Badcsony, u podnóża dawnego wulkanu o tej samej nazwie. Ta miejscowość bardzo nam się spodobała, dlatego w tym roku także pojechaliśmy w te okolice. Za tygodniowy pobyt w pokoju z łazienką, klimatyzacją i śniadaniem zapłaciliśmy około 1500 złotych. Tanio, ale to dlatego że za dzieci do lat 6 nie trzeba było płacić. Bardzo optymistyczna prognoza pogody sprawdziła się w 100%. Momentami temp. dochodziła do 37 stopni, tak więc klimatyzacja wieczorem bardzo się przydawała.

Wyjechaliśmy o 4.30 rano i już po dwunastu godzinach byliśmy na miejscu ;-). Jechaliśmy ze Skierniewic, a na trasie Rawa Mazowiecka, Piotrków Tryb. Częstochowa, Cieszyn, kawałek przez Czechy do Cadcy na Słowacji, potem do Żiliny i autostradą do Bratysławy, potem już Węgry i Mosonmagarovar, Csorna, Papa, Devecser, Tapolca i Badacsony. W sumie ok. 800 km.

Wygasłe wulkany w okolicach Tapolcy

Na Słowacji kupiliśmy oczywiście winietkę na autostrady i pierwszy raz w życiu udało mi się ją popsuć przed naklejeniem na szybę. Oczywiście wcześniej nie dałem jej nawet dotknąć moim dzieciom, mówiąc – Bo jeszcze ją uszkodzicie! Umiejętności modelarskie nabyte w dzieciństwie na coś się przydały się. Jakoś udało mi się poskładać ją do kupy i przykleić w dwóch kawałkach.

Na obiad zatrzymaliśmy się w pierwszej napotkanej restauracji na Węgrzech i przeżyliśmy szok. Kieliszek całkiem dobrego białego wina (100 ml) za 1 złoty 30 groszy! Pamiętałem, z 2005 roku, że wino jest tanie, ale żeby kosztowało takie pieniądze tego się nie spodziewałem.

Na terenie ośrodka, w którym spaliśmy był mały basen ze zjeżdżalnią dla dzieci, więc tam spędzaliśmy popołudnia.  Natomiast od rana –  wycieczki, a można ich tam zrobić naprawdę dużo, bo w okolicy nie brakuje atrakcji przyrodniczych, kulturowych czy kulinarnych.

Dzieci po Krecie wyraźnie są zaprawione w wycieczkowych bojach i zazwyczaj rano pytają się – To gdzie dzisiaj jedziemy?

Moja córka i tradycyjna rasa węgierskich krów.

Region Badacsony nad Balatonem słynie z produkcji znakomitych win, które świetnie udają się na wulkanicznych glebach. W okolicy wiele zamków, pałaców, jaskiń i urokliwych węgierskich miasteczek. Do tego tanie jedzenie – średnio w restauracji za posiłek dla 4 osób płaciliśmy 70-80 złotych, w tym oczywiście kieliszek lub dwa chłodnego białego winka o miodowej nucie.

Widok z zamku Szigliget na masyw Badacsony i Balaton

 

Węgry to raj dla osób lubiących ostre, paprykowe jedzenie. Uwielbiam tutejsze zupy rybne i gulaszowe. W karcie zawsze jest rosołek, więc także dzieci były zadowolone. Co ważne prawie zawsze jedzenie było bardzo smaczne. Niestety dopuszczalny poziom alkoholu na Węgrzech to 0,0 promila więc kierowca do obiadku może co najwyżej wypić colę.

Nastrojowa restauracja na stokach Badacsony

Sam Balaton to przyjemnie ciepłe bajoro, z wodą o barwie kawy i z dojściem do wody po mięciutkim błotku po kolana. Są oczywiście plaże trawiaste lub nawet piaszczyste – czasami trzeba płacić za wstęp lub parking, ale woda jest zawsze ta sama, pachnąca mułem.

Neobarokowy pałac Festeticsów w Keszthely.

Węgrzy są ogólnie bardzo przyjaźnie nastawieni do Polaków. W końcu Lengyel, Magyar – két jó barát, együtt harcol, s issza borát. Możemy jednak mieć kłopoty z dogadaniem się, bo w większości przypadków angielski jest słabo znanym językiem. Zdecydowanie lepiej komunikować się po niemiecku. Niestety ostatni raz niemieckiego uczyłem się w liceum i mój zasób słów w tym języku jest bardzo ograniczony. Jednak do składania zamówień w restauracjach wystarczyło, a w awaryjnej sytuacji dowiedziałem się nawet gdzie jest apteka i kupiłem wapno dla mojego syna. Po wizycie w Esterehazy Pince w Szigilecie, zaczął się strasznie drapać i dostał na całym ciele czerwono-plamistej wysypki. Widać szlachetna pleśń węgierskich piwnic mu nie służy.

Ruiny zamku w Szigliget na tle zachodzącego słońca

Na Węgrzech ufa się ludziom i w wielu miejscach można zobaczyć taki widok:

Sklep samoobsługowy na węgierskiej prowincji.

Wystarczy wrzucić do skarbonki odliczoną kwotę i już można delektować się węgierskimi jeżynami.

Historyczna inscenizacja na zamku w Koszeg.

Z powrotem pojechaliśmy trochę inaczej. Na Węgrzech wybrałem dłuższą trasę przez Sarvar, ale za to cały czas głównymi drogami, więc jechało się dużo szybciej. Z kolei ze Słowacji pojechaliśmy prosto na Zwardoń, bo kończyła mi się już benzyna, a ta w dalszym ciągu najtańsza jest w Polsce. W innych krajach już dawno przekroczyła granicę 6 złotych.

Słowacka autostrada D1

Jechaliśmy kawałek drogą szybkiego ruchu S69, i koniecznie chciałem już zjeść obiad. Niestety nie było to takie proste, bo pierwsza restauracja była dopiero w Węgierskiej Górce. Samą miejscowość bardzo miło wspominam z moich młodzieńczych włóczęg po Beskidach.

Polskie Beskidy z drogi S69

Po drodze oczywiście wiele razy się zatrzymywaliśmy, bo tak wygląda jazda z małymi dziećmi, ale ogólnie nie ma co narzekać. Moje pociechy podróż znosiły bardzo dzielnie, a bajek i laptopa używaliśmy dopiero na sam koniec drogi powrotnej.

Na wyjeździe korzystałem z nawigacji GPS oferowanej właściwie bezpłatnie przez Nokię (tylko do złapania sygnału pobierane są dane internetowe, ale w sumie kosztowało to około 1-2 złote). Po raz kolejny przekonałem się, że nie lubię za bardzo jeździć z nawigacją. W drodze nad Balaton w pewnym momencie wyłączyłem całkowicie GPS i nawet w czasie poobiedniej drzemki całej mojej rodzinki nie miałem problemów z przemieszczaniem się po Węgrzech. Od nawigacji wolę dobry atlas i dokładną mapę.  Nie wiem może związane jest to z moim przyrodniczym wykształceniem i umiłowaniem do górskich wędrówek. Z mapy można dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy, o których Pani w nawigacji się nawet nie śniło.

A jak sprawował się Jazz?

Jak na razie nie ma z nim żadnych problemów. Jedynie czasami przy wyprzedzaniu brakowało trochę mocy, ale ten typ po prostu tak ma. Średnie spalanie całkiem przyzwoite wg komputera 5,8 l przy prędkościach: Polska 90-130, Słowacja na autostradzie 130-140 i na Węgrzech 90-100 km/h.

Ogólnie pobyt bardzo udany, a w planach – powrót w to samo miejsce w przyszłym roku.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Podziel się tym wpisem ze znajomymi:
  • Facebook
  • Blip
  • Grono.net
  • Kciuk.pl
  • Twitter
  • Wykop
  • Śledzik

4 komentarze do wpisu “Balaton – węgierskie morze”


  1. Też byłem w tym roku nad balatonem, piękne miejsce i świetne wakacje 🙂

    1
  2. Swego czasu wybierałem się nad Balaton, przy okazji wyścigu F1 na Węgrzech, aby na sam wyścig się nie turlać… ale z F1 nic nie wyszło, więc Balatonu też nic nie zostało 😉

    2
  3. Też nawiedziłem kiedyś Balaton tylko przejazdem, nad jezioro skręciliśmy, żeby zrobić sobie dzień przerwy w podróży. Samo jezioro rozczarowało mnie trochę, bo bajorek nie lubię, ale jedzenie faktycznie takie, jak lubię – ostre i wyraziste:)

    3
  4. Moto bloger pisze:

    Dla mojej córki dojście do wody poprzez balatońskie błoto po kolana było na początku dość obrzydliwe, ale później zabawa była przednia i często kończyła się wymazaniem całego ciała ciepłym błotkiem.

    4


Prześlij komentarz

Why ask?